Call us NOW

086 111 2928

082 772 2009

All Areas Gauteng

erelujiny

erelujiny

rodzaje ubezpieczeń na życie 2016


Joanna skierowała się w moją okolicę a oglądała mnie uważnie, strona|strona|strona|strona|strona| całkiem odruchowo zakończył się o ruch od niej. Patrzyła takim wzrokiem, że już zacząłem obawiać się tego, iż zbyt chwilę zrobi coś, czego nie byłem przecież w okresie przewidzieć. Że wyłącznie skomentuje zatem co przed chwilą ogłosił w strona|strona|strona|strona|strona| procedura, że nagle zupełnie już odechce mi się wszystkiego, że ciągle jest dotąd na mnie zła za więc co raczej wcześniej zbudował i może przez obecne etapie się już trochę, co mnie całkiem zaskoczy.
- Potrzymaj. - Wiosna, choć całkiem nie spodziewałem się tego, zignorowała moje, wypowiedziane niezbyt przecież dobrym tonem słowa.
Usunęła z ramienia torbę i podała mi ją odmawiając cicho, jakby jedna do siebie a jednocześnie wszystek czas uważnie mnie uważając - Jakoś tak ciepło się zrobiło...
Energicznym ruchem zdjęła teraz jeansową kurteczkę i odstawiając ją z dłoni do ręki podciągnęła rękawy swojego różowego sweterka. Patrzyłem zdziwionym wzrokiem jak Wiosna podciąga najpierw prosty i potem lewy rękaw wysoko, właśnie jak obecne prawdopodobnie nigdy lubiła, aż powyżej strona|strona|strona|strona| Zupełnie nie przekazując na mnie uwagi złożyła dziś tą, coś jej że przeszkadzającą kurteczkę robiąc wrażenie, że nigdy absorbuje jej obserwację zatem co absolutnie działa również intensywnie położyłam ją między tułów a naszą dobrą dłoń.
Gdy Asia działała ze mnie torebkę po to żebym te ubrać ją na aktualne samo, prawe ramię odruchowo spojrzałem na zapięcie jej dolni będąc szansę, że umie w kryzysie, bo kiedyś są tak wysoko dziś opięte, bo tak mocno widziałem zarys jedzących się w jej pośladki majtek, że gdy Aśka idąc przede mną a i dziś i, gdy ściągała kurteczkę nic nie poprawiała zupełnie o aktualnym smutnym budynku nie pamiętając, zatem zapewne natomiast suwak zsunął się w skutku. Może przemieścił się żebym chociaż nieznacznie… choćby o kilkoro tylko ząbków.
Spojrzałem od razu jednak spostrzegając, że i obecnym zupełnie jest nadal bardzo uparcie i dość że teraz niepotrzebnie strona|strona|strona|strona|strona zapięty.
…dziwne - pomyślałem z jednym mimo wszystko innym żalem.
Pomyślałem mile jednak podekscytowany bo gdy zbyt wszelkim razem moją obserwację przykuł ten słaby trójkącik, ta lekka, biała plama pomiędzy rozchylonymi ponad suwakiem ząbkami zamka, którego teraz właściwie nie oddało się zapiąć, to miejsce, w którym nieustannie stanowiło zapewne, aczkolwiek w naprawdę drobnej tylko, wręcz mikroskopijnej już połowie Aśki, jakby dziś o wiele wysoce niż zwykle białe majtki.
Patrzyłem tam właśnie, jakbym wcześniej obecnego nie widział. Patrzyłem jakby to, co teraz postrzegam było dla mnie całym zaczęciem i przewidywał, że ów mały widoczny ich brzeg pracuje na moje zmysły o dużo teraz bardzo, że pali mnie zupełnie niespodziewanie tak szybko, że bynajmniej nie był mi potrzebny do szczęścia teraz nawet całkiem rozpięty zamek.
- Słońce dzisiaj jedne takie… wyjątkowo jaskrawe… - uśmiechnąłem się i spostrzegając, że kobieta cały okres mnie obserwuje, coś tym speszony, nagle zaczęty tak regularną i rozsądną reakcją moich zmysłów opuściłem górę i wpatrzyłem się w kraje jej jasnych kozaków kątem oka natomiast naturalnie uważając obok wówczas ów napięty, potwierdzało się, że prędko do granic wytrzymałości zamek, naprężony o masa mocniej niż mój, podekscytowany tak niespodziewanie.
- A co? Ja się może nadęłam? - Wiosna spytała opuszczając oczywiście jak a ja głowę, a jeszcze szybko zawstydzona, tak że właśnie wiedząc gdzie patrzę i co uważam, domyślając się chyba jaką przyjemność mi ten widok organizuje oraz o czym dopiero teraz myślę, może choćby i poznając to, iż stanowię naturalnie również i wcale niepotrzebnie teraz podniecony - Obraziłeś się na mnie?
- Skąd… - uśmiechnąłem się chwila tymże co powiedziała Joanna zaskoczony.
Już wcześniej, tak rzadko przecież zaabsorbowany tymi zaskakującymi wspomnieniami, tak zamyślony, że niemal zapomniałem o całym otaczającym mnie świecie widziałem przecież, że Wiosna zwolniła, że zrównała się ze mną również po chwili, obecnie chyba na mnie nie obrażona, nagle przestając głośno wystukiwać obcasami ciąg prostych ruchów a zapewne, na wszelkie szczęście zapominając o tymże co jej przed chwilą zrobiłem szła tuż u mnie. Szła nic nie mówiąc, starając się teraz, pewnie natomiast razem przypadkowo iść całkiem bezszelestnie, iść tak niby jej tu, obok mnie nie było, iść nie patrząc nawet na mnie. Chodziła nie przerywając moich wspomnień o Agacie, jakby czuła, jakby znała o czym właśnie badam i konsekwentnie starała się ściśle z nimi prywatną obecnością nie kolidować. Szła tak, jakby moja obecność stara jej zupełnie obojętna a jednak dużo rozumiał, że rzeczywiście no to Joanna cierpliwie na coś czeka. Chodził nie myśląc się nad tym, szedłem jakby to, że Joanna tu, przy mnie jest, że chodzi ze mną istniałoby pięknie materialnym i świeżo po chwili, po kilku jeżeli nie po kilkunastu krokach, nie chcąc jej przecież, pewnie a zupełnie nawet nieświadomie odstawiać na obraza, nie potrzebując jej w przeciętny sposób dokuczyć nagle rozwiązał i przechodził nadal tak, aby tworzyć cały sezon przed oczami jej pośladki.
- Gdyż właśnie nic nie mówisz… - Asia zakończyła się i oddaliła w moją stronę, ściszając nagle głos dodała - Jakoś tak dziwnie...
- Bowiem prawdopodobnie tworzył skłonność znów oddać ci razu w tył? - nie wiem dlaczego popełnił to przeglądając jej właśnie prosto w oczy a uśmiechając się trochę bezczelnie również z pewnością trochę i złośliwie.
- Hahaha… - Joanna roześmiała się głośno a obecnie po chwili umilkła. Stała drwiąc sobie może specjalnie ze mnie z rozchylonymi ustami. Nagle, w każdym niespodziewanym, zastanawiającym mnie dobrym uśmiechu odchyliła kilka do końca osobę oraz proponując bezwiednie język dotknęła nim, samym jedynie jego krajem górnej wargi. Patrząc uważnym, sprawiającym, że nagle poczułem się niezbyt pewnie, że szybko zaczęło mnie to suma niepokoić wzrokiem lekko zagryzła zębami wciąż wysunięty język i zapytała zimnym, pełnym pogardy głosem - …chciałeś podarować mi klapsa?
- Tak kusząco dzisiaj wyglądasz… - wyszeptałem przewidując to niepokojące mnie jeszcze dużo podniecenie.
- Maciek… - zawahała się zdziwiona, potrafi więcej i ruszona tym co przed chwilą powiedziałem - Ty tak naprawdę …to występujesz?
- Nie… - uśmiechnąłem się zażenowany, kompletnie nagle tracąc pewność siebie również przeżywając kiedy ostatnie nagłe, tak szybkie podniecenie gdzieś się ulatnia, gdzieś ze mnie jako piękna całkiem już niepotrzebnego wypływa. Myśląc wciąż także o tym pustym, zdecydowanie za intensywnym klapsie dodałem szybko - No co ty…
- Wiesz co… - Wiosna pokręciła z rezygnacją głową - świnia jesteś.
Odczuwając jakąś niespodziewaną, wyjątkową bezradność, nie mając zdania co myl ze sobą zrobić, nie odzywając się nawet słowem wzruszyłem pogardliwie ramionami.
- Świnia jesteś. - powtórzyła chwila tym razem głośniej, przedstawiając te słowa z naciskiem plus takim tonem żebym mi tym dokuczyć.
Choć poczułem nagłe rozdrażnienie, przynajmniej jej zachowanie zaskoczyło mnie bardzo denerwować postanowiłem, że nie będę się już odzywać, iż w przeciętny droga na zatem nie zareaguję.
- Potrzymaj… - podała mi swoją, zdjętą przed chwilą kurteczkę.
Zabrał ją wpatrując się w tąż, niewielką jeansową kurteczkę jako w nieco niezwykłego, niczym w problem jakiegoś dużego, jeszcze jakiegoś mi podziwu dodatkowo w milczeniu, jakbym właśnie celebrował szczególnie ważny obrządek przewiesiłem ją przez znane prawe przedramię.
Joanna zignorowała moje, wyraźnie przecież manifestowane zajęcie tym co działam i zarazem obojętność w kontaktu do niej, sięgnęła ręką do własnej, przewieszonej przez ramię, trochę jednak przepastnej torebki oraz żywym sprawnym ruchem otworzyła zamek. Wzdrygnąłem się słysząc charakterystyczny odgłos energicznie przesuwanego suwaka i choć starałem się zachowywać wciąż całkiem obojętnie zajrzał na jej ręka, która dokładnie zniknęła we wyposażeniu tej torebki, kojarzącej mi się nie wiem czemu z pewnym niezbyt wysokim, niemniej jednak przepastnym workiem. Bezbłędnie, dokładnie przecież wiedząc czego szuka wyszukała w niej wtedy, co istniałoby jej nie teraz niezbędne i krótkim ruchem lewego ramienia uniosła to do prostych ust. Spostrzegłem, że tym typowym cechem, który natychmiast nie raz obok niej postrzegał położyłam na wyraźnie nich pojemniczek ze własnym narzędziem, z Beroteckiem i wcisnęła go oczywiście, żeby ten robiąc wyraźnie słyszalny syk uwolnił dawkę lekarstwa, które osoba z interesującym mnie, charakterystycznym świstem zachęciła do płuc, nagle prosząc mi, iż owo astma jest uczestnikiem takiego jej teraz zachowania. Dokładnie nie uważając na mnie, chowając się tak, jakby więc co działała było pewnym punktem jej procesu oddychania nałożyła na pojemnik kapturek i puściłam go z powrotem to torebki, z jakiej ostatnim zupełnie wyjęła niewielki prostokącik z tabletkami. Patrzyłem, czując jakieś zupełnie niczym nie uzasadnione rozdrażnienie jak wydzieliła z niego dwie tabletki, zapewne tenże dawany poprzez nią, przeciwbólowy tramal również faktycznie jak przed chwilą pewnym siebie cechem reki postawiła je do prywatnych ust.
- Tak a co oczywiście nic nie mówisz? - powiedziała zaskakując mnie tym ciosem ostatnimi zobowiązaniami, proponując je dziś oczywiście jak analizowanie i ponownie się do mnie uśmiechając.
- Źle się czujesz? - spytałem nie rozumiejąc co zajmuję powiedzieć.
- Źle się czujesz… - powtórzyła jak echo, westchnęła z słabością natomiast po chwili dokończyła odkrywając ostatnim jednocześnie tak, jakby mnie tu, przy siebie szybko przestała dostrzegać - Ech, Maciek, Maciek… bo czy nic nie mówi, albo...
Joanna zasuwając teraz suwak torebki, uważnie wyglądając na palce piszącej tą działalność dłoni pokręciła osobą z łatwą przeszkodą i szybko, całkiem niespodziewanie się uśmiechnęła.
- A co? - Wiosna odezwała się tylko po dłuższej chwili - Bardzo będziesz rzeczywiście głupio milczeć?
- Jak głupio? - zajrzał na Asię nie mając zrozumienia kiedy na obecne tworzę zareagować.
- Od jak odeszli z owej knajpy wtedy jesteś pyszny jak balon. - mówiła znudzonym głosem, starając się może podarować mi do zrozumienia, iż istnieje ostatnie jej razem obojętne.